Opowiadanie, dla którego tytuł jeszcze nie został wymyślony - część prezentu dla mojej przyjaciółki.
Biegnę. Nie wiem jak długo. Każdy krok stawiam coraz
trudniej. Oczy mnie bolą, już w ogóle nie widzę. Zwalniam, żeby przysłuchać się
krokom. Cisza. Nagłe ukłucie w ramię, pozbawia mnie wszelkiej nadziei, że udało
mi się uciec. Przenikliwą ciszę wypełnia mój krzyk.
Słyszę tylko mój oddech. Przyspiesza coraz bardziej na
wspomnienie wydarzeń z nocy. Otwieram z wahaniem oczy. Jestem w jakimś dziwnym
pokoju. Cały z metalu, jak bunkier. Podnoszę się z podłogi i spoglądam na swoje
potargane i brudne od długiego biegu ubranie. Zastanawiam się jak długo biegłam,
dzień, dwa, tydzień, miesiąc. Nie wiem. Rozglądam się i nie widzę żadnych
drzwi. Nie ma też żadnych okien. Na suficie nie ma żarówki. Jednak w pokoju
jest dziwnie jasno. Kiedy przechodzę od ściany do ściany, światło porusza się
wraz ze mną.
Nagły huk przesuwanego metalu rozdarł błogą ciszę w pokoju.
Nie wiem, gdzie są te drzwi. Oślepia mnie blask słońca, odurza zapach świeżego
powietrza. Chcę iść w tamtą stronę, ale nie mogę. Moje nogi wrosły w podłogę. Z
jasności wyłania się postać mężczyzny. Kiedy wchodzi do pokoju, metal opada z
impetem.
Podchodzi do mnie. Wysoki, dobrze zbudowany. Śniada cera.
Ubrany w czarny garnitur. Zbliża się coraz bardziej. Jego nienaturalnie
niebieskie oczy przewiercają mnie na wylot. Uginam się pod jego wzrokiem. Nie mam
siły stać. Padam na podłogę. Zaraz przed zderzeniem z twardym gruntem czuję
silną rękę pod moimi plecami. Mężczyzna złapał mnie chroniąc przed upadkiem.
Drugą ręką objął mnie w pasie. Pomaga mi odzyskać równowagę.
Kiedy tak stoję naprzeciw niego, zastanawiam się czy mam coś
powiedzieć. On również milczy. Od kiedy wszedł w pokoju jest jeszcze jaśniej.
Nie trzyma żadnego źródła światła. Nie emituje nim. Mam spuszczony wzrok. Nie
mam odwagi znów na niego spojrzeć, znów ujrzeć jego błękitne oczy. Cisza staje
się nie do zniesienia. Nie wiem czego on ode mnie chce. Błagam, niech da mi
odpowiedź.
- Jesteś dokładnie taka… - odzywa się po chwilach katuszy.
Jego głos wyraża nadzieję. Jestem dokładnie jaka? Niczym się nie wyróżniam
wśród innych kobiet. Nie jestem ani nazbyt piękna ani mądra. Unoszę niepewnie
głowę. Jego wzrok zmienił się. Spogląda na mnie pełen podziwu i wyczekiwania.
Czeka na moją odpowiedź.
-
Jaka? – pytam. Mój głos drży. Splatam niepokojąco trzęsące się dłonie. Pragnę
unieść wysoko dumnie głowę. Pokazać mu, że jestem silna. Ale jeżeli to on mnie
gonił, już o tym wie.
-
Taka jak pisali. Szukali Cię przez kilka tysięcy lat. Przeszukali każdy
zakamarek wszechświata. Jesteś im potrzebna. Nie pomyśleli o tym, że ty możesz
się w ogóle nie ukrywać. – Podchodzi do mnie. Serce zaczyna mi walić jak młot.
Zaczyna brakować mi oddechu.
Chwytam groźnie powietrze. Niepokój i podniecenie miesza się
w mojej krwi. Nie wiem kim jest ten mężczyzna, o czego ode mnie chce. Nie wiem
nawet czy jest człowiekiem. Kiedy jest już blisko mnie łapie moją rękę i
ściska. Otwieram usta, z których wydobywa się cichy jęk.
-
Nie zrobię Ci krzywdy – mówi spokojnie, spoglądając na mnie.
-
Przecież jesteś taki sam jak oni – ryzykuję to stwierdzenie, bo nic lepszego
nie przyszło mi do głowy. Odsuwa się i odwraca ode mnie. Zmartwił się moimi
słowami. Mam ochotę pobiec do niego i go objąć. Kim on jest i co ze mną robi?
- Masz rację. Jestem taki jak oni. Nic na to nie poradzę. Ale
chcę, żebyś wiedziała, że zrobię wszystko, aby Cię przed nimi uchronić. Przed
nami.
Jego głos jest pełen smutku.
Zdaje mi się, że go zraniłam. Słyszę głębokie wdechy mężczyzny. Próbuje
odzyskać równowagę.
- Opowiedz mi o tym, jak mnie opisywali – jeszcze jeden
głęboki wydech z płuc mężczyzny. Czekał na to pytanie. Nie był zaskoczony.
- Pisali, że będziesz uciekać. Nie będziesz nam ufała. Wcale
się nie dziwię. Nie mamy dobrych zamiarów. Oni nie mają. Ich celem jest Twoja
śmierć. Nie chcą Twojej pomocy. Uważają, że nie jesteś im potrzebna – mówi
spokojnie, przekonany o prawdzie swoich słow.
- A jestem im potrzebna?
- Bez Ciebie nie damy rady. Nie tylko ja. Wszyscy. Ale oni
nie potrafią zrozumieć, że nie jesteś zagrożeniem. Boją się Ciebie. Boją się,
że odbierzesz im władzę.
Odwrócił się do mnie. Stoi kilka kroków ode mnie, ale czuje,
że z każdą chwilą oddala się coraz bardziej. Nie chce zrobić mi krzywdy. Nie
mógłby. Jego oczy.
- Jak masz na imię? – pytam. Naprawdę jestem ciekawa jego
imienia. Może po nim poznam czy jest człowiekiem.
- Akir.
Akir. Podchodzę do niego
powoli. Jego źrenice się rozszerzają z każdym moim krokiem. Znajduję w sobie
odwagę, żeby spojrzeć w jego piękne oczy. Staję blisko niego. Czuję na swojej
twarzy jego głębokie oddechy. Wyciągam rękę, chcąc położyć mu ją na ramieniu.
Kiedy unoszę dłoń, widzę jego spojrzenie. Jest pełne
zdziwienia i niepokoju. Kładę ją na jego ramieniu ze świadomością, że tak
naprawdę nie dowiedziałam się niczego. Nie wiem za kogo on mnie uważa. Kim są
Oni. Nie wiem nic.
Kiedy kładzie rękę na mojej talii, wypuszczam cicho
powietrze. Drugą unosi i delikatnie głaszcze mnie po policzku. Cudowny dotyk.
Nachyla się do mnie. Unoszę głowę.
Czuję jego wargi. Oddaję
pocałunek. Akir wypuszcza powietrze w moje usta. Odsuwa się i spogląda na mnie.
Wplatam mu wolną rękę we włosy. Znów mnie całuje. Tym razem dłużej. Rozchylam
usta, a on chwyta moją wargę. Jęczę głośno wprost w jego usta. Ogarnęło mnie
dziwne pożądanie, którego nie umiem wyjaśnić.
Delikatny dotyk jego warg wprawia mnie w trans. Pragnę go
coraz mocniej. Kiedy rozchyla usta, wsuwam mu w nie język. Słyszę jęk równie
głośny jak mój. Długi taniec języków. Wymiana westchnień i coraz bardziej
natarczywe usta. Przypiera mnie do ściany. Oddaje mu się i przeżywam
najbardziej niezwykłe doznanie swojego życia.
Kiedy otwieram oczy leżę skulona na podłodze. Akir stoi
odwrócony do ściany. Odwraca się, gdy się podnoszę. Nic nie mówi. Patrzy na
mnie tymi niezwykłymi oczami.
- Powiedz mi – zaczynam – kim według Ciebie jestem?
Zbliża się. Siada obok mnie.
Bardzo blisko. Wdycham jego zniewalający zapach. Walczę z sobą, aby go nie
dotknąć.
- Jesteś wysłaną nam, aby obronić istnienie. Między innymi,
tu, na Ziemi. Każda planeta liczy na twoją pomoc. Oprócz mojego ludu. Chcą
pokonać wrogów sami, abyś nie otrzymała pokłonu od wszechświatu. Jesteś
Victorią, Eureką. Wybraną i skazaną.
Świat wiruje. Ja mam pomóc? Przecież nic nie wiem. Nie jestem
kimś wyjątkowym.
Akir wstaje. Poleca mi się
ubrać. Zakładam swoje stare ubranie. Przez ten czas on patrzy się na mnie. Chcę
go znów.
Wychodzę za nim z bunkra. Nie
ma już tej jasności. Jest tylko ciemność.
Prowadzi mnie do jakiegoś pomieszczenia pełnego igieł,
maszyn. Białego.
-
Potrzebuję Cię. Musisz nam pomóc. Bez Ciebie nic nie będzie istnieć. Dopiero za
kilka miliardów lat, kiedy po zniszczeniu znów narodzi się życie, będzie
kolejna szansa. Muszę Cię uwolnić. Uwolnić z Twojego ciała. Uwolnić twoją moc.
Wyciąga
rękę. Ufam mu, choć nie wiem kim jest. Chwytam jego dłoń. Kładzie mnie na stole
i staje nade mną, w okolicach mojej głowy. Dotyka mojej skroni i zaczyna
zataczać kółka, a ja zasypiam.
Budzę
się. Szybko podnoszę ze stołu na którym leżę. Jest mi gorąco. Mam na sobie nowe
ubranie. Czarne i mocne. W oddali widzę lustro. Coś się zmieniło. Mam
jaśniejszą cerę. Prawie bordowe oczy. Rozwiane, płomienne włosy. Stoję
wyprostowana, silna i gotowa. Akir stoi w kącie. Chyba się mnie przestraszył.
Kiedy wysyłam mu promienny uśmiech, zaczyna iść w moją stronę. Jest blisko.
Schyla się i mnie całuje. A ja wbijam mu szpony w serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz